ZARZĄD CZY NIE-PO-RZĄD – CZĘŚĆ 2

ANTY Tym razem będzie o zarządcy miasta, w którym mieszkam. Niestety, miasta już nie mojego. Miasta, w którym się urodziłem, wychowałem, kształciłem i na rzecz którego tyle pracowałem. Miasta, którego zarządcy po wielu latach uczciwej i rzetelnej pracy tak bardzo skrzywdzili mnie i moją rodzinę. Gdańsk. Miasto z długą tradycją i piękną historią. Miasto z klimatem i świetnym położeniem. Miasto matecznik obecnej partii rządzącej (działającej zresztą na szkodę Polski). Miasto zarządzane od 16 lat w sposób bufonowaty, megalomański i cyniczny. Miasto próbujące szumnie nazywać się stolicą metropolii, Kaszub a ostatnio nawet nowym centrum Europy. Miasto bez kompleksów „bo przecież było Euro2012 i nic już nas nie zaskoczy” (to cyt. z wypowiedzi jednego z zastępców włodarza). Cóż za buta i odwaga!

Miastem rządzą ludzie cyniczni, wyrachowani, często mierni, ale wierni i bezczelni. Niestety wiele decyzji zapada w sposób pozamerytoryczny, nierzadko w gęstych oparach alkoholu. To jest plaga, która trawi ten urząd. Dodatkowo jest ona wspierana przez poczucie totalnej bezkarności. Wytworzył się układ wewnętrzny osób pilnujących swoich stołków zachowujących się jak poddani wobec nieomylnego władcy. A władca jest humorzasty, ambitny, politycznie zaangażowany, nie zawsze doinformowany (często celowo) i z dala od swoich mieszkańców. Oczywiście w trakcie kampanii przedstawia się inaczej, ale ja piszę jak jest na co dzień. Co więcej, tak też często „władca” jest oceniany przez swoich „poddanych”, ale oczywiście głośno nikt tego nie powie. Totalne zakłamanie i obłuda pomieszane z alkoholem i bezczelnością. Są oczywiście wyjątki i nie chciałbym wszystkich wrzucać do jednego worka. Niestety osób kompetentnych, myślących, działających logicznie i niestandardowo jest niewiele. Część z nich szybko odchodzi z pracy przechodząc do sektora prywatnego. Ważne stanowiska są obsadzane ludźmi spełniającymi określone kryteria i dostosowującymi się do oczekiwań władcy. Tak jest pewnie wszędzie, lecz tutejsze oczekiwania czy standardy są mocno zaniżone.

Miałem możliwość oglądania tego wszystkiego z bliska przez wiele lat. Jako pracownik instytucji miejskiej uczestniczyłem w wielu spotkaniach na różnym szczeblu urzędniczym i dotyczącym wielu różnych obszarów działania Gdańska. Sprawy dotyczyły zarówno spraw bieżących, jak też planów na przyszłe lata. Żałuję, że nie zapisywałem wielu z nich na bieżąco, nie notowałem swoich przemyśleń i rozterek. Dzieliłem się nimi tylko z wąską grupą zaufanych osób. Z przykrością przyznaję, że powinienem dawno stamtąd odejść. Jednak w tym trwałem i w jakiś sposób legitymizowałem te działania. Wstyd mi za to i za siebie. Lubiłem swoją pracę i byłem z nią związany emocjonalnie co pozwalało nie zauważać oczywistości. W pewnym sensie byłem beneficjentem tych patologii urzędowych choćby przez swoją comiesięczną pensję. Teraz wiem jak wielki to był błąd. W wielu działaniach i spotkaniach byłem wbrew swojej woli i prezentowałem nie swoje poglądy, lecz szefostwa. A przełożeni, zależni od władzy, mieli swoją politykę. Wobec swoich podwładnych prezentowali się na osoby zdecydowane, obdarzane szacunkiem i zaufaniem przez władze i swoich przełożonych. W praktyce, co widziałem kilka razy na własne oczy, było zupełnie inaczej. Szokujące to były momenty. Zacząłem się zastanawiać czy to nie przypadkiem jakaś odmiana syndromu sztokholmskiego. Później moja współpracowniczka wpadła kiedyś, że zachowania naszego szefa to nic innego jak zaburzenia afektywne dwubiegunowe. Nieźle, co nie?

Uczestniczyłem w 2010 roku w delegacji zagranicznej wraz z urzędnikami miejskimi. Pamiętam jak dziś, najbardziej z całego tego wyjazdu, szczery rechot na lotnisku sześciu z siedmiu jej uczestników z pewnego kawału. Żenujący był to kawał pt. „kaczka po Smoleńsku”. Acha, wyjazd był pod koniec kwietnia 2010 roku. No comments.

Niestety rzeczywistość miasta „możliwości” skutecznie jest ukrywana przed oczami mieszkańców. Na tyle skutecznie, że wobec bardzo słabej postawy opozycji, po raz kolejny bufonada otrzymuje w 2014 roku mandat do rządzenia. A przecież tak prosto i łatwo można wypunktować wiele rzeczy. Kiedyś opiszę w tym miejscu w jaki sposób wydatkowane są miejskie pieniądze. Naiwny ten, kto wierzy że wszystko jest transparentne, bez łapówek a wszystkie środki są wydawane zasadnie. Sam władca wije się jak węgorz np. w sprawie swoich mieszkań. Wielu urzędników wie jak było naprawdę i jest to tajemnica poliszynela. Cóż z tego skoro to media i PRowcy kierują nastrojami i decyzjami społecznymi.

Piszę o tym teraz, bo wcześniej po prostu nie mogłem. Nie mogłem mówić o swoich poglądach, przekonaniach i sympatiach politycznych, gdyż były one odmienne od prezentowanych przez władze miejskie. Były napiętnowane, wyszydzane i represjonowane. Rzeczywistość naszego miasta (społeczności) niestety jest taka, że gdybym tak robił nie miałbym szans na utrzymanie się w pracy, dobre relacje z przełożonymi, perspektywy i możliwości rozwoju. Nie chodzi o jakieś skrajne prezentowanie swoich poglądów, bo nie po to się chodzi do pracy, ale o zwykłą możliwość posiadania odmiennych.

Nic z tego. Szukam innego miasta do życia dla siebie i swoich dzieci. Zobaczymy czy i gdzie ono będzie. Blisko, dalej lub bardzo daleko. Wiem co chciałbym i wiem też co jest rozsądne i racjonalne.

ps. Będzie ciąg dalszy tj. wpis pt. ZARZĄD CZY NIE-PO-RZĄD – CZĘŚĆ 3. Już teraz zapowiadam, że będzie dotyczył pewnej dobrej gminy.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>